Human made w czasach AI slop. Dlaczego Twoja ludzka praca jest dziś warta więcej?
Połowa nowych tekstów w internecie powstaje dziś z pomocą AI. A jednak to, co czytasz i znajdujesz w wyszukiwarce, w ogromnej większości napisał człowiek. Ten paradoks dobrze opisuje moment, w którym jesteśmy. Maszyny produkują coraz więcej, a my coraz bardziej cenimy to, za czym stoi ludzka ręka, głowa i doświadczenie. Co to oznacza dla Ciebie, dla Twojej pracy i kariery?

AI slop, czyli cyfrowe pomyje
Słownik Merriam-Webster wybrał słowem roku 2025 „slop”. Definiuje je jako niskiej jakości treści cyfrowe, produkowane zwykle masowo przy pomocy sztucznej inteligencji, a jako przykłady podaje absurdalne filmiki, gadające koty i książki pisane przez AI. Etymologia jest bezlitosna. W XVIII wieku słowo oznaczało błoto, w XIX resztki jedzenia dla świń, a później po prostu coś bezwartościowego. Redakcja słownika zauważyła, że „slop” nadał rozmowie o AI ton mniej lękowy, a bardziej kpiący.
Skala zjawiska jest ogromna. Według analiz firmy Graphite artykuły generowane głównie przez AI w ciągu roku od premiery ChatGPT stanowiły 35,9% nowych tekstów w sieci, po dwóch latach 48%, a od początku 2025 roku utrzymują się na poziomie około połowy.
I tu zwrot akcji: 86% stron z czołówki wyników Google to teksty pisane przez ludzi, a w odpowiedziach asystentów AI proporcja jest niemal identyczna. Maszyny piszą połowę internetu, ale czytamy głównie ludzi.
Human made: nowy znak jakości
Jeszcze kilka lat temu dopisek „stworzone przez człowieka” brzmiałby absurdalnie. Dziś to argument sprzedażowy.
BBC naliczyło co najmniej osiem inicjatyw tworzących etykiety w rodzaju „Proudly Human”, „Human-made”, „No AI” czy „AI-free”, które trafiają na filmy, materiały marketingowe, książki i strony internetowe. Kilka przykładów:
- Amerykańska Authors Guild przyznaje certyfikat „Human Authored”, a brytyjski startup Books By People oferuje znak „Organic Literature”, dopuszczając drobne użycie AI, np. przy szukaniu pomysłów i formatowaniu.
- Spotify wprowadził w 2026 roku odznaki „Verified by Spotify” dla profili spełniających określone standardy autentyczności.
- Na egzemplarzach powieści „Helm” Sarah Hall pojawiła się pieczątka „HUMAN WRITTEN”.
- Inicjatywę Human Made Mark dla filmu jej założyciele ogłosili przy liczących 29 tysięcy lat malowidłach w jaskini Pech Merle, jednych z najstarszych śladów ludzkiej twórczości.
Jest jednak haczyk. Badacze zwracają uwagę, że zdefiniowanie „ludzkiego” produktu jest coraz trudniejsze, bo AI jest wbudowana w wiele codziennych programów. Czy tekst poprawiony autokorektą jest jeszcze human made? Granica okazuje się płynna.
Vegan AI, czyli świadoma rezygnacja
Najbardziej radykalną odpowiedzią na AI slop jest „AI weganizm”. Chodzi o osoby, które nie korzystają z AI, tak jak weganie nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego. Analogia nie jest przypadkowa. Część „AI wegan” porównuje trenowanie modeli na danych zebranych bez zgody do krzywdy zwierząt w hodowli i zwraca uwagę na wpływ obu branż na środowisko.
Ciekawe jest to, kto odmawia. Wiele osób odrzucających AI pasuje do klasycznego profilu wczesnych użytkowników nowych technologii. Nie chodzi więc o nieznajomość narzędzi, tylko o wartości.
Olga Tokarczuk i jej „kochana”: AI jako narzędzie twórcze
Na drugim biegunie znalazła się polska noblistka. Podczas konferencji Impact’26 w Poznaniu Olga Tokarczuk powiedziała, że pisarze „najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI”. Opowiedziała, że wykupiła zaawansowaną wersję modelu językowego, który jej zdaniem poszerza horyzonty i pogłębia myślenie twórcze. Prośby do AI zaczyna od słowa „kochana”. Internet zawrzał.
Mniej cytowana była druga część wypowiedzi. Pisarka ostrzegała, że rozmowy z AI wciągają i łatwo zgubić pierwotny cel. Gdy zapytała model, do jakich piosenek mogli tańczyć jej bohaterowie na dansingu sprzed dekad, AI podsunęła kilka tytułów i dorzuciła Golec uOrkiestrę, w dodatku z błędem w nazwie.
Później doprecyzowała w mediach społecznościowych, że żaden z jej tekstów, łącznie z nadchodzącą powieścią, nie powstał przy pomocy AI, poza używaniem jej jako narzędzia. Dodała żartobliwie, że największą inspiracją pozostają dla niej własne sny. Na tej samej konferencji Szczepan Twardoch przypomniał, że słowo „inteligencja” jest tu raczej marketingowe niż filozoficzne.
Czego uczy ta historia? AI może być sparingpartnerką, researcherką albo „drugą głową” do burzy mózgów. Ale doświadczenie, wybór tematu i odpowiedzialność za każde zdanie zostają po stronie człowieka. AI podsuwa, Ty weryfikujesz.
A co z kobietami?
Tu robi się naprawdę ciekawie, bo spór „human made kontra AI” wygląda inaczej z perspektywy kobiet.
Kobiety korzystają z AI rzadziej. Zespół z Harvard Business School przeanalizował dane z ponad 100 krajów. Z AI korzystało 47,8% mężczyzn i 39,3% kobiet, a choć luka się zmniejsza, od początku 2025 roku utrzymuje się na poziomie około 16%. Studentki piszą też krótsze prompty i szybciej się poddają, gdy AI zawodzi.
Jednym z powodów są wątpliwości etyczne. Badania Rembranda Koninga sugerują, że kobiety częściej zastanawiają się, czy korzystanie z tych narzędzi jest etyczne, i obawiają się surowszej oceny w pracy. Wiele z nas jest trochę „AI weganek”, nawet jeśli nigdy nie użyłyśmy tego określenia.
Te obawy nie są wyssane z palca. W badaniu opisanym w Harvard Business Review inżynierki, które użyły AI do napisania kodu, oceniono jako o 9% mniej kompetentne od mężczyzn, choć oceniający mieli przed sobą identyczny kod. W niemieckim badaniu chatboty radziły kobietom negocjować niższe pensje niż mężczyznom o takich samych profilach.
Stawka jest wysoka. Indeks Międzynarodowej Organizacji Pracy, przygotowany wspólnie z polskim instytutem NASK, pokazuje, że w krajach o wysokich dochodach zawody najbardziej zagrożone automatyzacją to 9,6% zatrudnienia kobiet i tylko 3,5% zatrudnienia mężczyzn. Wynika to głównie z nadreprezentacji kobiet w pracy biurowej i administracyjnej.
Ważne zastrzeżenie: większość zawodów wymaga ludzkiego wkładu, więc najbardziej prawdopodobnym efektem jest przekształcenie pracy, a nie jej likwidacja.
Widzisz paradoks? Kobiety mają najwięcej powodów, by się AI obawiać, i jednocześnie najwięcej do stracenia, jeśli zostaną z tyłu. Świadoma rezygnacja z AI to uprawniony wybór. Problem zaczyna się wtedy, gdy za „wyborem” stoi lęk przed oceną, brak czasu na naukę albo przekonanie, że „to nie dla mnie”.
Co to oznacza dla Twojej kariery?
Human made nie musi znaczyć „bez technologii”. Chodzi o to, kto podejmuje decyzje, kto nadaje sens i kto bierze odpowiedzialność. W praktyce:
- W CV i liście motywacyjnym AI pomoże Ci uporządkować strukturę i znaleźć słowa. Ale przykłady, osiągnięcia i historia zawodowa muszą być Twoje. To one odróżniają Cię od setek podobnych dokumentów.
- Traktuj odpowiedzi AI jak szkic. Sprawdzaj fakty, liczby i nazwy. Golec uOrkiestra czyha wszędzie.
- Wnoś to, czego model nie ma: doświadczenie, kontekst, relacje z ludźmi, znajomość branży. Na rozmowie rekrutacyjnej nikt Cię nie zastąpi.
- Ucz się AI w bezpiecznym miejscu. Jeśli boisz się oceny, zacznij tam, gdzie możesz popełniać błędy bez konsekwencji.
- Masz prawo powiedzieć „nie” w obszarach, które są dla Ciebie ważne. Niech to będzie decyzja, a nie lęk.
Internet zalany AI slopem pokazał, jak bardzo cenimy ludzki głos. Kobiety, które nauczą się używać AI na własnych warunkach, mogą zyskać podwójnie: tempo narzędzia i wiarygodność człowieka.
Bo nie chodzi o to, czy używasz AI. Chodzi o to, jak.
A jeśli chcesz rozwijać się samodzielnie, ale z pomocą nowoczesnych technologii, to zapraszamy do skorzystania z naszych bezpłatnych materiałów.
E-book: Bezpłatne teksty i kursy rozwojowe
E-book Moja CV, moja siła
I na koniec nasz bezpłatny kurs online „Czy jestem gotowa na zmianę zawodową”